Opublikowany: 11 października 2010 11:10 przez LukeGibson 2,0 z 5
  • 3.83 Ocena społeczności
  • 18 Oceniono album
  • 9 Dałem mu 5/5
Prześlij swoją ocenę 30

Bruno Mars to bez wątpienia utalentowany artysta. Jego gładki wokal w przebojowym hicie B.o.B Nothin on You pozwoliło mu przejść od dobrego utworu do sensacji w Top 40. Szybko zadziałał z rozmachem i wydał chwytliwy Just The Way You Are, który wylądował na szczycie listy Billboard Top 100. Lekki falset artysty i chwytliwe utwory mają na sobie gwiazdę. Więc kiedy Bruno w końcu dostarcza swoją pierwszą pełną ofertę z Doo Wops & Hooligans, wszyscy nie możemy nic na to poradzić, ale być trochę zaskoczonym.




Widżety Amazon.com



Szczerze mówiąc, Doo Wops & Hooligans stara się być wszystkim dla każdego. Przechodzi od brzmienia jak poprzednia sensacja popu, Leona Lewis w Just The Way You Are, do podszywania się pod Daniela Powtera (Zły dzień) w Lazy Day. Album nie ma tożsamości, a z każdą piosenką popada w głębszy kryzys. Problemy z projektem nie dotyczą wokali ani produkcji; w rzeczywistości Bruno Mars ma jeden z bardziej jedwabistych głosów do premiery od dłuższego czasu. Problemem nie jest nawet pisanie piosenek, jasne jest, że Bruno będzie miał długą karierę jako autor piosenek, jeśli nic innego. Problem zaczyna się i kończy brakiem spójności w projekcie.

Doo Wops & Hooligans otwiera się Grenade i Just The Way You Are, obie czysto popowe płyty. Działają i można by się spodziewać, że Grenade podąży za sukcesem radiowym Just The Way You Are. Nie dajcie się zwieść, te utwory nie rewolucjonizują muzyki pop i chociaż mają potencjał, by stać się hitami, częściowo wynika to z dzisiejszego klimatu muzycznego. Stamtąd Bruno przeskakuje do klasycznej muzyki R&B dla dzieci z First Time. Produkcja jest na miejscu z gitarą reggae, ale efekt końcowy jest bardziej ogólny niż oryginalny.



Z ich albumu zanurza się nos w gatunek ziemi niczyjej. Runaway Baby to prawdopodobnie najlepsza piosenka na albumie, ale w niczym nie przypomina innych. Pokazuje swoje pisanie piosenek. Niech pomyślę, pomyślę, co powinienem zrobić? / Tak wiele chętnych młodych króliczków, które chciałbym ścigać / Teraz, mimo że jedzą z mojej dłoni / Jest tylko jedna marchewka i wszyscy muszą się nią podzielić. Jest to rodzaj pisania, którego fani oczekują, że Bruno wypełni album, ale niestety ten moment przychodzi i odchodzi. Lazy Day jest okropny i wygląda jak tandetny występ z otwartym mikrofonem, który ma nadzieję trochę się pośmiać. Bruno kontynuuje swój rozproszony album mózgowy z euro brzmiącym Marry Me. Jedną piosenkę później wypuszcza balladę na fortepianie Talking To The Moon, która jest pięknie śpiewana, ale odchodzi od współczesności. Count On Me mocno czerpie z okładki Isewhere over the Rainbow autorstwa Israela Kamakawiwo’ole'a. Projekt kameleona Bruno Marsa sprawia, że ​​nawet dobre piosenki brzmią mniej szczerze. Gdy dryfuje od Jason Mraz karaoke do Amy Winehouse, a następnie zatrzymuje się w okolicy Trey Songz, nic nie wydaje się szczere. Czy jest oczywiście dopracowany, ale poza tym ma niewielki wpływ na słuchacza.

Jedynym innym jasnym punktem na albumie jest Liquor Store Blues gościnnie Damien Marley. Produkcja jest zajebista, a Bruno unosi się nad nią niezwykle naturalnie. Tekstowo lśni z haczykiem, biorę jeden strzał na mój ból / Jedno zaciągnięcie na mój smutek / Zaszaleję dzisiaj / Jutro będzie dobrze. Utwór jest szczególnie uderzający w przypadku osób, które stoją w obliczu trudnych ekonomicznych czasów. To jedyny moment, w którym pisarstwo Bruno wydaje się przekraczać jego granice. Niestety za późno jest już za mało.

Doo Wops & Hooligans powinien być świetnym debiutem utalentowanego artysty. Niestety, brakuje mu osobistej narracji, jakiegokolwiek kierunku i, szczerze mówiąc, formuły, która nie jest całkowicie oparta na sprzedaży. Jeśli będziemy wierzyć, że debiutancki album został napisany od urodzenia do momentu wydania, można by uwierzyć, że Bruno Mar przeżył tylko kilka chwil we własnej skórze. Lata jako autor tekstów odciągnęły go od własnego brzmienia i zbliżyły do ​​strategii sprzedaży. Jasne, że album ma szansę odnieść sukces, kameleony rutynowo radzą sobie dobrze, ale nie pomyl się, Doo Wops & Hooligans to debiut, którego Bruno Mars pewnego dnia będzie mógł żałować.