Opublikowany: 28 marca 2020 08:39 przez Brody Kenny 2,4 z 5
  • 2.43 Ocena społeczności
  • 7 Oceniono album
  • dwa Dałem mu 5/5
Prześlij swoją ocenę 9

Gdyby albumy były oceniane wyłącznie na podstawie ich poziomu samoświadomości, Znajdź rytm nie otrzyma żadnej krytyki. Debiutancki album studyjny spolaryzowanej postaci z Zachodniego Wybrzeża Blueface mówi to wszystko w tytule. Blueface jest znany z wielu rzeczy, ale jego wyjątkowy związek z rytmem jest największy.



To nie powstrzymało go przed tworzeniem fascynujących piosenek. Jeśli już, jego nierówny przepływ powinien być postrzegany jako plus, pomagający mu się wyróżnić. Jego głupie teksty mogą być bardziej wzdrygające niż chichoczące, ale przynajmniej ma poczucie humoru.








Niestety, Znajdź rytm nie przemawia za tym, że Blueface ma jakąkolwiek długowieczność. Projekt nie ma nawet godziny działania, ale wydaje się rozdęty. Słuchanie więcej niż kilku piosenek z tego albumu może przypominać spotkanie z gościem na imprezie, który nie może szybko wrócić do domu.

Album nie będzie nowym klasykiem, jeśli jego pierwsza piosenka zawiera linię Baby blowin 'dick jak flet, a czwarta piosenka ma She blowin ’dick jak trąbka. Blueface przynajmniej tęskni za osiągnięciem pełnego Lil Yachty, odwołując się do instrumentów, które wymagają użycia ust (tj. Nie wiolonczeli), ale to nie jest zbyteczne zapewnienie. Drugi utwór, Murder Rate, jest właściwie w połowie przyzwoity, głównie dzięki wibrującemu rytmowi i niesamowitej funkcji Polo G.



Gościnne zwrotki wydają się być biegłe, głównie opierając się na chemii artysty z Blueface. To działa w przypadku niektórych, takich jak Lil Baby i Stunna 4 Vegas, których energia z Blueface zasługuje na coś więcej niż nudny, fortepianowy rytm za nimi. Inne, takie jak Gunna i DaBaby, mają cechy, które są niezbędne tylko do słuchania kompletnych artystów.

Ambjaay nie może uratować Carne Asady, trującego maratonu podwójnych entuzjastów, takich jak Ona będzie połykać orzech jak leche, a ja rzucę się na tę sukę jak burrito. Żaden artysta nie zasługiwałby na wstyd występu solowego, takiego jak niedoszły klubowy hit Viral and Period, który ocieka mizoginią (dlaczego te suki utknęły na Gram, ale naprawdę dziwki osobiście?).



Najlepsza piosenka na albumie odnajduje Blueface dla siebie. Brudny nie zmienia go w introspekcyjnego autora tekstów pełnego technicznych umiejętności, ale ma mocny haczyk, dobry rytm i sprytne pisanie (spędziłem dom na kanapie). Ma swoją początkową charyzmę, która przyciągnęła tak wielu. Czy to również wyłączyło wielu? Jasne, ale to część wychodzenia i wyróżniania się.

Zapomnij o rytmie. Ten nijaki album sugeruje, że Blueface musi na nowo odkryć siebie.