3,0 z 5- 4.53 Ocena społeczności
- 70 Oceniono album
- 54 Dałem mu 5/5
Pewnego spokojnego popołudnia w połowie lub późnych latach 90. Q-Tip prawdopodobnie zgubił taśmę z bitami, po której kręcił się w kółko. Prawdopodobnie wydarzyło się to, gdy był w drodze do domu swojego nowego kumpla Jaya Dee, gdzie obaj siadali, popijali rumiankową herbatę i narzekali na wkład Phife'a w słabnącą produkcję A Tribe Called Quest. Tip i Dilla zrobiliby to, słuchając własnej ścieżki dźwiękowej: przycięte bity, makaronowe linie fortepianu w stylu jazzowym i klimat, który można nazwać mdłościami w kawiarni. Jednak gdzieś po drodze wydaje się, że ta mityczna taśma beatowa wpadła w ręce Blu i Exile, którzy wykorzystali tę formułę do nagrania albumu, który z większym prawdopodobieństwem wywoła narkoleptyczne kiwanie głową z wzniosłą nadzieją na mózgową introspekcję.
Otwieracz, List, nadaje ton Daj mi kwiaty, póki jeszcze mogę je wąchać - lub G.M.F.W.I.C.S.S.T. jak nazywają to modne dzieciaki na forach dyskusyjnych - i jest to jeden z 17-ścieżkowych projektów, z których nigdy nie wraca. Wrażenia słuchowe są wyluzowane i przytulne, ale nigdy nie budzą się do życia, jak większa część eksperymentalnego katalogu Hip Hop dostarczonego przez Blu w ostatnich latach. Zanim uderzyłeś w Ease Your Mind (kolejna produkcja w średnim tempie, szeroko jazzowa) i Maybe One Day (tak, kolejna dawka codziennych dowcipów Blu na temat zła związanego z pieniędzmi), jedyne, co się pojawiło, to to, że gdzieś, na w jakimś momencie albumu z pewnością musi się wydarzyć coś przyprawiającego o grzechotanie. Ale tak nie jest. Zamiast tego, piosenki są zadowolone z meandrowania, nieświadome szczytów i dolin, które nadają albumowi rozmach.
Kiedy kończy się zamykający utwór, Cent From Heaven, masz wrażenie, że Blu i Exile w dużej mierze spędzili proces nagrywania, stąpając po wodzie. Dla miłośników Blu i Exile jest to zarówno oczekiwane, jak i mile widziane. Jednak dla okazjonalnego fana ambientowego rapu nie ma nic, co mogłoby zaskoczyć w muzyce lub tekstach, a niewiele jest, co by nie przykryło powiewem słyszenia tego wszystkiego wcześniej. Blu i Exile to bez wątpienia kilku bardzo utalentowanych raperskich facetów, ale muszą wyjść ze swojej przytulnej strefy komfortu - i to ostro.
